Miniony wtorek, dla mnie, kilku koleżanek i kolegów z podyplomówki  (jak dobrze znów być studentem!), no i niemal tysiąca innych osób, był spotkaniem z Brianem Tracy. Przemyśleń związanych z tym wydarzeniem jest całe mnóstwo, a wskazówek samego Mistrza jeszcze więcej. Dlatego w najbliższym czasie chcę się przynajmniej niektórymi z nich, z Tobą podzielić. Pierwszy wpis na ten temat zamieściłam na moim drugim blogu czyli tu:
http://www.babiniec.com/zdecyduj-ktory-plomien-chcesz-utrzymac/Dziś, o innej kwestii poruszanej przez człowieka ze ścisłej czołówki najlepszych szkoleniowców na świecie. Sporo w swoich wystąpieniach i książkach mówi o … zmianie. Czas jakiś temu, na ten właśnie temat, na łamach Navigatora, popełniłam artykuł.  Jako, że koresponduje z tym, o czym była mowa we wtorkowym seminarium,  pozwolę sobie go niemal w całości przytoczyć, a na koniec wrócimy do tego, co o tym niezwykle ważnym czynniku warunkującym sukces sądzi ten wspaniały mówca.

Alfred Nobel. Co przychodzi Ci na myśl kiedy słyszysz te dwa wyrazy? Zapewne powiesz: Pierwsze skojarzenie to Pokojowa Nagroda Nobla! To jednak (rzec by można) dopiero drugi rozdział jego historii. Co było wcześniej? O tym, za moment.

Tak jak teraz, była końcówka listopada. Tyle, że roku 2003. W rozmowie z niedawno poznanym kolegą po fachu, już wtedy człowiekiem sporego finansowego sukcesu, zapytałam: – Jak sądzisz, co powinnam zrobić, żeby dzięki tej działalności zdobyć to, na czym tak bardzo mi zależy? Odpowiedź, zupełnie różna od tej, jakiej się spodziewałam, padła niemal natychmiast:

– Za mało się ZMIENIŁAŚ. Żeby osiągnąć więcej, musisz się bardziej ZMIENIĆ. Nie wiem czy było to widoczne (pewnie tak, bo u mnie emocje widać jak na dłoni), w każdym razie moje oburzenie sięgało zenitu.

– Jak to?! Ja mam się ZMIENIAĆ? A to dlaczego? Co ze mną jest nie tak?!!! Żeby nie było wątpliwości, że może się przesłyszałam, powtórzył to samo jeszcze drugi i trzeci raz. A żeby mnie zupełnie (w moim ówczesnym mniemaniu) pognębić, dodał: – Osiągnęłaś tyle, na ile pozwoliła ci ZMIANA, która się w tobie dokonała.  Masz przed sobą jeszcze długą drogę. Im szybciej się ZMIENISZ, tym więcej zyskasz.

I wiesz co zrobiłam z tą dopiero co nabytą wiedzą? Nic! Zupełnie NIC! To, co się we mnie na gorąco toczyło, to jeden wielki protest albo jakby teraz powiedzieli młodzi ludzie – MEGABUNT ! Zamiast przynajmniej próbować zrozumieć, myślałam: – Pewnie wydaje mu się, że odniesione sukcesy dają prawo do decydowania o tym, kto jaki powinien być. No proszę, wygląda na to, że wszystkie rozumy pozjadał! Skąd może wiedzieć czego mi potrzeba?! Moje ego ucierpiało tak bardzo, że nie byłam w stanie przyjąć już ani jednej wskazówki. Wydawało mi się, że każde kolejne słowo będzie mnie tylko coraz bardziej pogrążać w otchłani bezsilności. A szkoda!!! Bo trzeba było przełknąć (niby) krytykę (będącą w rzeczywistości dobrą radą) i dalej drążyć, pytać, męczyć, dręczyć, aż do którejś „zakładki” mojego własnego mózgu, dotarłoby to, co ważne.

Od tamtego momentu minęło dużo czasu. Teraz do nas, kolejne osoby zwracają się z pytaniem bardzo podobnym do mojego sprzed lat.  I co obserwujemy ? Kiedy delikatnie staramy się zasugerować ZMIANĘ, najczęściej widzimy … już wiesz co. Są i tacy, którzy przekonani o swojej absolutnej wyjątkowości decydują się (wbrew wszelkiej logice) na trwanie w dotychczasowych, nie przysparzających wymiernych korzyści przekonaniach i ciągłe popełnianie tych samych błędów. Skąd ja to znam!!!

Pewnie interesuje Cię dlaczego na samym początku nawiązałam do Alfreda Nobla. Zaspokoję więc Twoją ciekawość. Nie jest tajemnicą, że ten (doskonale wykształcony w wielu dziedzinach) szwedzki chemik dorobił się fortuny na wynalezionych przez siebie materiałach (m.in. dynamicie) wybuchowych wykorzystywanych w walce. Kiedy zmarł jego brat, do jednej z gazet dotarła nieprawdziwa informacja. Wg niej, odszedł Nobel … Alfred. Dziennik wydrukował nekrolog, nie szczędząc (nadal żyjącemu) „zmarłemu” słów krytyki. Opisał go jako człowieka, który wzbogacił się umożliwiając ludziom wzajemne zabijanie się w niebywałej dotąd skali i zakresie. To, co przeczytał o sobie majętny dżentelmen nie miało nic wspólnego z tradycyjnym epitafium wysławiającym zasługi tych, których odejście opłakujemy. Wstrząśnięty wynalazca (zarejestrował 355 patentów), podjął decyzję o ZMIANIE. Pierwszym, znaczącym jej symptomem było przeznaczenie własnego majątku na nagrody za osiągnięcia służące dobru ludzkości. Naszemu bohaterowi dana była rzadka sposobność dokonania oceny swego życia z zupełnie innej perspektywy. Większość z nas nie ma jednak możliwości przeczytania własnego nekrologu umieszczonego (na skutek pomyłki) w lokalnej gazecie. Postaraj się dobrze mnie zrozumieć. Jeśli uważasz, że masz w życiu wszystko, czego pragniesz, to można Ci jedynie szczerze pogratulować i (skoro pozwolisz) podpytać jak udało Ci się do tego dojść. W takiej sytuacji, ZMIANA nie jest potrzebna bo zapewne dokonała się znacznie wcześniej. Chyba, że w ogóle nie była konieczna ponieważ jako jednemu z niewielu szczęśliwców, udało Ci się przyjść na świat tak pięknie ukształtowanym. :) Jeśli natomiast istnieje jeszcze coś, co wg Ciebie warte jest zdobycia, może zamiast tracić czas należałoby już teraz wziąć sobie do serca to, że … „Nie możemy stać się tym, kim chcemy być, pozostając tym, kim jesteśmy”.

A co na to, wspomniany na początku Brian Tracy? Mówi: „Aby osiągnąć cel, którego nigdy nie osiągnąłeś, musisz stać się osobą, którą nigdy nie byłeś.” Znaczy to samo, prawda?

Z życzeniami ZMIANY, która zaowocuje upragnionym sukcesem Dorota Madejska



Wpisów 7 dla “A co na to Brian Tracy?”

  1. Nie byłem tym razem na seminarium. Czy Brian mówił coś o MLM?

    • Jak miło! Pan Redaktor w moich progach!:)
      Ponieważ spotkanie zostało zorganizowane przez Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej, a na sali było 1000 networkerów, robił wiele odniesień do naszej działalności. Wspominał też o doświadczeniach swoich (nie były to chyba spektakularne sukcesy) i swojego przyjaciela, który ma jedną z największych sieci na świecie.

  2. Moj pierwszy wpis na blogu Doroty,ale juz wiem,ze nie ostatni!

    Z duzym zainteresowaniem przeczytalam powyzsza notatke .
    Nie ukrywam,ze rowniez dlatego ,iz sama mialam ogromna przyjemnosc uczestniczyc w ostatnich szkoleniach Briana Tracy’ego.

    Zamienilam z nim rowniez kilka slow, zrobilam z nim fotke na pamiatke i ….obiecalam, że to nie będzie mój ostatni raz.

    „Mistrzowie maja swoich mistrzow” :-)….slowa te wypowiedzial Robert Korzeniowski rozpoczynając seminarium 23 listopada.A mistrzom trzeba wierzyc i za nimi podazac. Wtedy jest szansa, że osiągnie się zamierzony cel. Dlatego, muszę powiedzieć, że niewątpliwym wzorem do naśladowania jest dla mnie Dorota.
    Podąąa za wskazówkami mistrza Tracy’ego. Właśnie na tym seminarium powiedział on m.in, że ludzi sukcesu poznaje sie rownież po ich chęci do stalej nauki, pogłębiania swojej wiedzy. Po tym,jakie ksiazki czytaja, na jakie szkolenia jeżdża ,jakich cd słuchają.

    Brawo Dorota! Własnie podjęłaś studia, ale dla mnie zaliczyłaś już „szkołe Briana” na 6!

    ps. R.Korzeniowski został trenerem współpracującym z Brian Tracy Poland

  3. Bardzo proszę o kolejne dawki wiedzy od Briana i sugestie do zmian!!!!
    Pozdrawiam Jadzia

    • Jadziu, tego jest naprawdę dużo. Nie sugestii (bo nie o tym teraz), tylko wiedzy. Kiedy się go słucha, wydaje się, że mówi o sprawach dość oczywistych.
      Doskonale wiem, że przynajmniej część tego po prostu znasz. Czasami jednak po raz kolejny ktoś musi nam powiedzieć coś, wyłuszczyć, przypomnieć, żeby dotarło tak mocno, głęboko, niemal do każdej komórki ciała. Kiedy wracałam z W-wy, wydawało mi się, że nic nie pamiętam i właściwie niewiele wiem. Jednak zanim zajrzałam (jeszcze nie było specjalnie czasu) do materiałów, zaczęły mi się przypominać pewne elementy. Zaczęłam jak to ja przekładać je na obrazy. Następuje to szybciej niż jestem w stanie pisać. To moje drugie spotkanie z nim. Mimo, że niespecjalnie się różniło od poprzedniego (ma swoją wypracowaną przez lata seminaryjną formułę), to rzeczywiście zrobiło na mnie, a właściwie dopiero robi piorunujące wrażenie. To cały czas się dokonuje. Mam nadzieję, że wyda plon obfity. Może (jak w przypowieści o siewcy) przynajmniej trzydziestokrotny? :)

Dodaj komentarz do