DorotaAMadejska.CaliVita.jpg

Znów narobiło się zaległości, ale tym razem łatanie dziur w ponad pięciomiesięcznej przerwie zacznę od końca. Wczorajszy Dzień Edukacji Narodowej, niedawna dziesiąta rocznica odejścia z zawodu i coś jeszcze, skłoniło mnie do sporządzenia maleńkiego resume.

Myślę, że niejeden sądzi, iż nauczyciel nie powinien mieć problemu z mówieniem do publiki. Niestety, w moim przypadku było zupełnie inaczej. Owszem, dobrze radziłam sobie w „opcji standard” czyli w klasie i podczas zebrań z rodzicami. Natomiast, gdyby przyszło mi zabrać głos przed dyrekcją, kolegami i (uchowaj Boże) Radą Rodziców, byłaby to najgorsza z kar. Starałam się nie ujawniać z moim deficytem, bo i nie było z czym. Jedyne co mogłam robić by przetrwać, to unikanie sytuacji temu sprzyjających bardziej niż ognia, wody i wszystkich innych żywiołów. Dlatego, nikt nie przypuszczał, że podczas ostatniego dla mnie nauczycielskiego posiedzenia, poza pojawieniem się mojej osoby przed audytorium w celu odebrania podziękowań i życzeń „na nową drogę”, zdarzy się coś jeszcze. Tym bardziej, że odchodziło (do innych szkół bądź na emeryturę) jeszcze pięć innych osób. I żegnani i żegnający (jak to w takich momentach) byli mili, uprzejmi, wzruszeni.

Prawdziwa bomba wybuchła, kiedy na środek, przez cudownego (niestety nie żyjącego już) szefa szacownego grona, został wezwany wiadomo kto. :) Jakoś szybko przestało być miło. Wzruszenie też uleciało jak za dotknięciem magicznej różdżki. Po kilkunastu wygłoszonych zdaniach (a jakże, i to z własnej woli!), przez salę przetoczyła się mieszanina najróżniejszych odgłosów. Głównie zdradzających oburzenie. Docierające do mnie strzępy to: „Co ona wygaduje?!”, „Jak może!”, „Oszalała?”

Mimo że pożegnalnemu incydentowi towarzyszyły niemałe emocje, sądziłam, iż w ferworze zmagań z codziennością moje słowa szybko odejdą w niepamięć. Dlatego słysząc po kilku latach od bliskiej mi teraz osoby, że może dokładnie przytoczyć moją wypowiedź, czułam niemałą radość. Jednak prawdziwą satysfakcję miałam wczoraj, kiedy dowiedziałam się, co miało miejsce …10 lat później. Dosłownie kilka dni temu, podczas kolejnego posiedzenia rady, obecna pani dyrektor przypomniała słowa wypowiedziane przez odchodzącą kawał czasu temu koleżankę …Madejską.
A jednak! :)

Kiedy po pożegnaniu wczorajszych gości, zamyśliłam się nad całą tą sytuacją, przyszło mi do głowy, że tych dziesięć dość ciekawych lat spina pewna miła klamra. Kiedy we wrześniu 2003 r. moje koleżanki i koledzy usiłowali na nowo wejść w rytm codziennych szkolnych zmagań, ja wyjeżdżałam na swoje pierwsze Seminarium Sukcesu. Teraz, kiedy znów mierzyli się z mnożącymi stosy papierzysk zarządzeniami i dyrektywami, ja podobnie jak przed dziesięciu laty, w towarzystwie Męża i kilku osób, które szanuję i lubię, w bajecznym miejscu na ziemi, smakowałam owoce ubiegłorocznej pracy.

Dlatego, jeśli w tym co aktualnie robisz, jest coś co sprawia, że…

– masz wrażenie jakby cały świat codziennie sprzysięgał się przeciwko Tobie,
– wiesz, iż Twój rozwój już nie drgnie ani na cal,
– nie jesteś w stanie swobodnie oddychać,
– zdajesz sobie sprawę, iż nie dasz z siebie już nic i jest Ci z tym bardzo, bardzo źle,

najpierw zbierz odwagę i przyznaj się do tego przed sobą, a później zrób wszystko, żeby to zmienić.

Chcesz wiedzieć co tego pamiętnego dnia padło z moich ust?

Pierwszym niemałym zaskoczeniem dla obecnych było moje zadane z uśmiechem pytanie:
„Pewnie i ode mnie, chociaż na koniec chcielibyście coś usłyszeć?”
Drugie nadeszło za chwilę. Najważniejszą kwestią całego wystąpienia był jego (mniej więcej tak brzmiący) fragment:

„Zastanawiacie się dlaczego odchodzę.
Nie raz pytaliście czy wiem co robię, czy nie żałuję, co mi strzeliło do głowy?
Pytaliście także o to, co dalej?

Czy wiem co robię? Tak.
Czy nie żałuję? Nie.
Co mnie do tego pchnęło?

Otóż, któregoś wieczoru, w poszukiwaniu potrzebnej książki, weszłam do pokoju z włączonym telewizorem. Do dziś nie mam pojęcia co to był za film. Jednak to co wtedy usłyszałam, utwierdziło mnie w przekonaniu, że czas najwyższy na podjęcie jednej z najważniejszych decyzji.

To co działo się na ekranie, wyglądało mniej więcej tak:

Na mostku stoi para. Ona (lekarka) pyta swojego rozmówcę: „Dlaczego zostawiłeś posadę nauczyciela akademickiego?” W odpowiedzi słyszy: „Jeżeli lekarz popełnia błąd, uśmierca jednego pacjenta. Jeśli błąd popełnia nauczyciel, uśmierca co najmniej trzydziestu.”
Nieco już drżącym głosem, dokończyłam tę kwestię swoim: „Odchodzę, bo już nie chcę uśmiercać.”

Czy wiedziałam co robię? Tak.
Czy po dziesięciu latach nie żałuję? Ani trochę!
Co dalej? To, co widać na załączonych obrazkach. :)

Z życzeniami dobrych decyzji, Dorota A. Madejska


Wpisów 7 dla “Odchodzę, bo już nie chcę uśmiercać”

  1. Dorotko TWÓJ ‚program’ /tak nazwałam całość tematów/ jest bardzo interesujący i z przyjemnością oraz zainteresowaniem się go ogląda lub czyta. Można bez końca Cię słuchać – JESTEŚ SUPER w tym, co robisz, to jest artyzm.
    Cieszę się, że miałam przyjemność CIĘ poznać. Na Seminarium Sukcesu w Turcji DAŁAŚ mi cenne wskazówki, za co
    bardzo dziękuję…
    Serdecznie pozdrawiam
    Elżbieta

  2. Witam,

    Pani Doroto otwarcie przyznaję, że Pani bloga odwiedzam często i z niecierpliwością wyczekiwałem nowego wpisu który się „chwilę” nie pojawiał, aż dzisiaj w końcu mogłem powiedzieć – jest, wspaniale! :) Z pewnością znów, tak jak i poprzednie mnie zainspiruje.

    W ubiegły czwartek spotkałem się na moim ukochanym Rzeszowskim Rynku z koleżanką która jest zarazem moją klientką na produkty firmy z którą współpracuję i przy okazji ich odbioru usiedliśmy w miłym miejscu. Długo rozmawialiśmy na temat tradycyjnego systemu edukacji. Ola w tym roku ukończyła studia na kierunku Filologia Polska, obecnie jest na studiach doktoranckich. Powiedziała mi, że nie jest możliwe aby podjęła kiedykolwiek pracę w jakiejkowliek szkole jako nauczyciel, nie mogła by uczyć dzieci takich rzeczy które przewiduje program – nie wyobraża sobie tego. Nie chcę reprezentować tego ograniczającego systemu który nijak nie przygotowuję do radzenia sobie w prawdziwym życiu. Myśle, że tak jak i Pani po prostu nie chce uśmiercać innych i woli zając się czym innym. Z resztą wcale jej i Pani się nie dziwie.

    Podjęła Pani wspaniałą decyzję, życzę wszystkiego najlepszego :)
    Pozdrawiam.

    • Panie Andrzeju,

      Miło, że Pan tu wpada. Jak już kiedyś wspominałam, nie jestem typową blogerką.
      Piszę przede wszystkim wtedy, gdy jakaś myśl nie daje mi spokoju. Żeby się z nią rozprawić, kreślę parę słów. Zdecydowanie więcej tych uporczywych idei dotyczy innej tematyki, więc krótkie zapiski (żebyvnie umknęły) lądują w szufladzie, by za czas jakiś światło dzienne ujrzeć w postaci formy już nie elektronicznej a szeleszczących kartek. Poza tym, jest tyle innych obowiązków. Ale skoro pisze Pan o źródle inspiracji, postaram się zaglądać tu częściej.

      A co do rozmowy, o której Pan wspomina…

      Zastanawiam się czym kierowała się koleżanka wybierając kierunek studiów.
      Teraz, w dobie Internetu można już chyba sprawdzić co oferuje ta czy inna szkoła i czego oczekuje od n-la tzw. podstawa programowa. Kiedy ja podejmowałam tę decyzję 30 lat temu, świat wyglądał zupełnie inaczej. Odeszłam z zawodu m.in. dlatego, że nie mogłam nijak znaleźć odniesienia wymaganych przez program treści do aktualnej rzeczywistości. Nie byłam w stanie pokazać uczniom ich zastosowania. I przyznaję, że uważam to nie tyle za porażkę systemu edukacyjnego, co moją osobistą. Bo mądry nauczyciel poradzi sobie ze wszystkim, a ja nie umiałam. Fakt, że decyzja o wyborze tego kierunku była swoistym aktem desperacji w odpowiedzi na to, że nie dostałam się na ten wymarzony. Tylko, że zapłaciłam za to bardzo wysoką cenę. Wtedy nie było nikogo, kto by pomógł mi dobrze zdecydować. Z tym większą rozkoszą patrzę na wybory naszych dzieci, na to jak fantastycznie się realizują. Ale to efekt przemyślanych decyzji. Z kolei smutno mi jest jak widzę kiedy młodzież powtarza błędy swoich rodziców, a oni nie protestują. Czyżby nie wyciągnęli żadnych wniosków? To, co z kolei cieszy mnie bezgranicznie, to fakt, że są jeszcze cudowni, oddani swojej profesji, doskonale przygotowani nauczyciele. Kilku takich aktualnie ma nasze młodsze dziecko. Przyznam, że już drugi rok szkolny, dzień po dniu jest to dla nas źródłem niemałej radości. Dobrze, że są takie miejsca, dobrze, że są tacy ludzie. Im gratuluję właściwego wyboru, a wszystkim, którzy z jakiegoś powodu w tym zawodzie źle się czują, radzę, żeby jak najszybciej coś z tym zrobili, bo szkodzą zarówno sobie, jak i dzieciakom. One potrzebują dobrych wzorców, autorytetów. Serdeczności łączę DM

      • W głowie się nie mieści co dzisiejszy system „edukacji” robi z umysłami młodych ludzi. W tym podatnym na wpływy okresie tępi się zupełnie logczne myślenie, swoje zdanie, liczy się dopasowanie do klucza odpowiedzi. Gombrowicz to przewidział („Słowacki wielkim poetą był”). Niepokoi w tym tylko dlaczego tak wielu nauczycieli, ludzi wykształconych jeszcze za starych czasów, dostrzega ten problem i działa pod prąd ? Teraz nie ma kształcenia czy wychowania jest tylko nauczanie.

  3. Dobry Wieczór Pani Doroto,
    z zaciekawieniem przeczytałem najnowszy wpis i jestem pod bardzo wielkim wrażeniem.
    Gratuluję przemyślanej i odważnej decyzji.
    Ubolewam, że tak wiele osób jest nie spójnych w swoich działaniach.
    Widoki piękne, zachwycające .
    Widzę, że firma CaliVita potrafi docenić pracę swoich Top Menadżerów.
    Pracując nadal w szkole ciężko byłoby otrzymać taką nagrodę za rzetelną pracę – co najwyżej wycieczka szkolna lub urlop pod gruszą :)
    Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam
    Zygmunt

    • Panie Zygmuncie,

      Dziękuję za dobre słowo. Co do decyzji… Ona nie mogła być inna.
      Ja po prostu nie potrafię robić niczego wbrew sobie. Jeśli krzywdzi się siebie, również krzywdzi się innych.
      A cóż zawinili mi młodzi ludzie? Nie miałam prawa zmuszać ich do oglądania efektów mojej frustracji.
      To byłoby niesprawiedliwe. Wypowiedź, którą tu przytoczyłam to moje bardzo osobiste choć publiczne wyznanie.
      Ono uzasadniało moje odejście, ale i zależało mi na tym, żeby dotarło do osób, które już niczego dobrego swoją obecnością nie wnoszą.
      Jednak mimo upływu 10 lat nadal są w tym samym miejscu. To przykre.
      A co do zagranicznych eskapad… Coraz więcej nauczycieli jeździ po świecie i całe szczęście.
      Ważne, żeby uczniom, którzy w tej chwili z różnych (najczęściej finansowych względów) nie mogą podróżować, o tym świecie opowiadali.
      To jedno z ich, niepisanych zadań. A co do wczasów „pod gruszą”, nie wiem jak teraz, ale rzeczywiście za mojej kadencji z takiego funduszu się korzystało. :) Serdecznie pozdrawiam DM

  4. Szanowna Doroto bardzo Ci dziękuję za przysłaną korespondencję
    miłą z sentymentalną muzyką i naturalnymi morskimi widokami.
    Doinformuj mnie gdzie i z kim w Twoim towarzystwie miałbym
    wyjechać na wycieczkę. Chyba że źle zrozumiałem.
    Stwierdzam ,że przy morskim powietrzu bardzo przyjemnie się
    oddycha. Więc wykorzystaj bliskość morza,skoncentruj i uczyń
    prana yamę czyli rytmiczną kontrolę oddechu, a następnie czy
    chcesz zadbać o swój super piękny wygląd , kondycję za pomocą
    firmy wielonarodowej 7Minutowy Trening wykonywany trzy razy w
    tygodniu i swoim mieszkaniu z możliwością odchudzania?.
    Serdecznie pozdrawiam Jan Prystupa

Dodaj komentarz do