Kilka dni temu, w poszukiwaniu pewnych ważnych informacji, przerzucałam archiwalne wydania „Network Magazynu”. W numerze 19, pochodzącym z roku 2009, odkryłam artykuł, zatytułowany „Biznes MLM. Pieniądze lubią liderów.”

Kiedy czytałam go dwa lata temu, pięciu panów z okładki było mi zupełnie obcych. Dziś znam trzech z nich. No, może znam dwóch, a z jednym miałam przyjemność dwukrotnie rozmawiać. Miło czytać o sukcesach odnoszonych przez ludzi, których w różnych okolicznościach spotyka się na swojej drodze. Nie to jednak w tej publikacji przykuło moją uwagę.

Redaktor Maciej, pisze w niej m.in.:

„W branży sprzedaży bezpośredniej i marketingu sieciowego działa znacznie mniej mężczyzn niż kobiet. Obecnie w Polsce mamy w tym segmencie ok. 700 tys. menadżerów (chodziło tu chyba raczej o dystrybutorów czy konsultantów), w tym ok. 90% z nich to kobiety. Damy, we współpracy z firmą DS lub MLM poszukują całkiem innych atrybutów niż mężczyźni. W większości poprzestają na korzystaniu z rabatów, które otrzymują na produkty i bardziej wykorzystują je na potrzeby własne.

Faceci znacznie częściej zauważają w branży sprzedaży bezpośredniej i marketingu sieciowego możliwość zbudowania dużego biznesu, przy małym wkładzie funduszy własnych. Ich charyzma i zaangażowanie w pracę nad stworzeniem prężnego, zapewniającego dochód pasywny przedsięwzięcia, widać gołym okiem choćby podczas nominacji na wyższe stanowiska (zdaje się, że chodzi tu o kolejne poziomy w hierarchii) we wszystkich firmach MLM. To mężczyźni budują większe stabilne struktury i otrzymują wyższe prowizje.”

Jest również w tym opracowaniu mowa o tym, że to panowie są prawdziwymi liderami MLM, że liderzy wszechczasów rozpalający wyobraźnię i ponad wszystko kochający współzawodnictwo to oczywiście …faceci!

Rzeczywiście dużo w tym wszystkim prawdy.
Już dawno zwrócił moją uwagę fakt, że wprawdzie niby to zajęcie bardziej kobiece, a jak przychodzi co do czego, na spotkaniu Klubu Menadżerskiego w firmie, z którą współpracuję, widać niemal same garnitury. To kolejny z życia wzięty przykład potwierdzający słowa redaktora Maciejewskiego.

Gdyby kobiety i mężczyźni nie różnili się aż tak bardzo, nie miałyby racji bytu książki o tych, co to są z Marsa i z Wenus. :) Pod tym, że jesteśmy tak różni jak byśmy pochodzili z innych planet, podpisuję się obiema rękami. Że faceci urodzili się do współzawodnictwa, też się zgadzam. Ale, że tylko oni potrafią zarabiać przyzwoite pieniądze, to już niekoniecznie tak uważam. :)

W ostatnim roku poznałam kilka dziewczyn, które w naszej branży zarabiają „kosmiczne” wręcz kwoty.
I prawie popadłabym w kompleksy (kiedyś miałam ich całe mnóstwo, więc wiem jak marnie się z nimi żyje) z powodu własnej nieudolności, gdyby nie pewien drobny epizod.

Otóż, już jakiś czas temu, moja połówka wpadła na pomysł co by podsumować dotychczasowe wpływy pochodzące z mojej działalności sieciowej. Jako, że głowy do rachunków nigdy nie miałam (dobrze, że maturę mogłam zdawać z biologii bo pewnie do tej pory matmy bym nie ogarnęła) odkładałam to na …kiedyś tam. Nie wiem co mnie ostatnio podkusiło, że postanowiłam wreszcie to zrobić. Jakieś wyobrażenie o liczbach, które mogę po drodze napotkać, oczywiście miałam, ale jak się okazuje nie doceniłam tego, co w papierzyskach
(a dokładnie Listach Obrotów) nie inaczej, jak czarno na białym stoi.

Wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że ZAROBIENIE PIERWSZEGO MILIONA powinnam była uczcić w … pierwszym kwartale roku 2009.

Zaskoczenie było tym większe, że przecież…

– nie jestem osobą, którą podobnie jak panów „kręci” współzawodnictwo,
– nie jestem osobą, która po to, by budować sieć przemierza tysiące kilometrów,
– nie jestem osobą, która dla osiągania swoich biznesowych celów opuszcza najbliższych, a o szóstkach i jedynkach (te na szczęście pojawiają się bardzo rzadko) własnych dzieci dowiaduje się z sms-ów i maili.

Przeciwnie, w notce, którą tu i ówdzie można na mój temat spotkać, piszą, że w Marketingu Sieciowym szczególnie cenię sobie niezależność zawodową i rodzinny charakter biznesu. To oznacza ni mniej ni więcej niż to, że jestem zwyczajną kobietą, która zgodnie z tym co pisze autor wspomnianego na początku artykułu, we współpracy z firmą MLM poszukuje zupełnie innych atrybutów niż bohaterowie-panowie.

Mam nadzieję, że mój skromny przykład będzie inspiracją dla innych przedstawicielek płci tej, jak mówią, piękniejszej. Okazuje się, że mimo postrzegania świata w sposób zupełnie odmienny od męskiego, nie jesteśmy w mlm -owej branży takie znów ostatnie. :)

No i najważniejsze, że wbrew temu co „mówią na mieście” pierwszego miliona wcale nie trzeba ukraść!


Wpisów 11 dla “Pierwszego miliona wcale nie trzeba ukraść!”

  1. Doroto,

    Wspaniały artykuł. Pełen ciepłych słów i dający potężną dawkę energii wszystkim bez wyjątku.
    Co do podziału na płeć:
    Uważam, że Kobiety są dużo bardziej wartościowe w ogóle od facetów ;)
    Sądzę, że gdyby na świecie żyli sami faceci to by za długo nie przetrwali, a jakby była sexmisja to i owszem ;)
    To tak pół żartem pół serio.

    A bardziej poważnie to tak:
    Pierwszy milion dla mnie to tylko taki symbol. Nie chodzi o to, aby zliczyć jedynkę i sześć zer. Pierwszy milion dla mnie oznacza bardo dobry standing swojej działalności. Pierwszy milion to narzędzie, które się wytwarza samemu poprzez bardzo ciężką i logiczną pracę. Wszystko jest funkcją czasu.
    Zauważ, że jak ktoś zarabia 3000 miesięcznie to też w swoim życiu zarobi milion, co nie oznacza że jest dobrym przedsiębiorcą. Nawet jak ktoś zarobił połowę tego, ale w rozsądnym czasie to może śmiało powiedzieć , że osiągnął pierwszy milion, dlaczego? Dlatego, że ma w ręku „patent” na zarabianie i odnoszenie sukcesu. Ten walor jest wielokrotnie więcej warty niżeli ktoś trafiłby nawet 3 miliony w totka. Ten drugi nie ma pewności na utrzymanie tego, a pierwszy rokuje nadzieje, że przeskoczy drugiego wiele razy.
    Także nie chodzi o to, aby liczyć ilość zer, ale o to, żeby potrafić zawsze zarobić. To jest więcej warte niż 6 zer.
    Drugi ważny aspekt to taki, że jest wielka różnica od zarobienia miliona, niż go posiadania w jednym momencie. To bardzo zasadnicza różnica. Zazwyczaj majątek się wycenia po stanie posiadania. A więc co innego jest mieć milion, a co innego go zarobić w czasie. Oczywiście to drugie rokuje wielkie nadzieje na to pierwsze, ale to dalej różnica.
    Potem jak już jest cały w jednym miejscu i nie pochodzi z loterii to zaczyna się dopiero fajna zabawa, bo już nie martwisz się o zarabianie, a o jego jak najlepszy obrót. Wtedy wyznaczasz sobie cel, że osiągniesz w tym roku współczynnik 1,1, w kolejnym 1,2, w kolejnym 1,3 itd.
    Wtedy zaczyna się FUN w biznesie. Oczywiście praca dalej jest ciężka itd., ale ma inny wydźwięk.

    Na koniec dodam jeszcze tylko to, że jak ktoś zarobi sześć zer to choćby zbankrutował przez jakiś dziwny splot rzeczy to zawsze się podniesie, bo wie jak to robić. I to jak pisałem wyżej jest ważniejsze od samego posiadania. To narzędzie nie ma wartości – jest bezcenne.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Piotr

  2. Witam,
    pracuję w MLM od roku, ale z różnych powodów, z marnym skutkiem. Poszukuję DOBRYCH szkoleń w gronie ludzi, którzy lubią to co robią. Mieszkam we Wrocławiu i pracuję dodatkowo, jeszcze, na etacie. Proszę zatem, jeśli to możliwe, o namiary na spotkania, szkolenia, które mogą mi pomóc w pracy w MLM.
    Danuta

  3. Doroto,
    Dziękuję Ci za ten artykuł.
    Natchnęłaś mnie do sprawdzenia jak to jest z tym moim milionem. I choć nigdy nie uważałam się za milionerkę to właśnie wyliczyłam, że nią jestem!!! Wieczorem wypiję z tej okazji wino z moim mężem. Jeśli się postarasz to wraz z Darkiem zdążycie do nas dojechać, aby to razem świętować!
    A tak na poważnie.
    Poruszyłaś bardzo ważny temat. Mianowicie: miejsce kobiety i mężczyzny w biznesie! 8 lat pracy w banku ( i to na kierowniczych stanowiskach) potwierdza postawioną przez Ciebie tezę, że największe pieniądze i najwyższe pozycje w firmie należą do mężczyzn. Bardzo często na naradach w banku byłam jedyną kobietą. Pracując z klientami zamożnymi 90% z nich stanowili mężczyźni. Dlatego w mojej garderobie z tamtych czasów dominowały garnitury. Uważałam, że moi współpracownicy i klienci powinni skupić się na zawartości mojej głowy a nie na moich kształtach.
    Właśnie zaczynam akcję aktywizacji zawodowej kobiet. Zamierzam również wraz z koleżankami ze studiów podyplomowych założyć bloga skierowanego do kobiet oraz Klub Kobiet z Klasą. Najwyższy czas zmienić mentalność ludzi i pokazać kobietom, że czasy się zmieniły i wyłącznie od nas samych zależy dokąd dojdziemy zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym.
    Cieszę się, że poznałam Ciebie Doroto, bo dla wielu kobiet jesteś wzorem do naśladowania. Posiadasz jeszcze jedną wyjątkową cechę – wzbudzasz szacunek i podziw mężczyzn. To doskonały punkt wyjścia do pokazania światu, że kobieta może być i jest doskonałym partnerem w biznesie.
    Życzę dalszych sukcesów i wynikających z nich milionów.
    Pozdrawiam
    Monika Woźniak

  4. Witam serdecznie.
    Dorotko, Twoje przygotowanie środowego spotkania było naprawdę bardzo dobre, jestem pod wrażeniem.
    Mam nadzieję, że z tego typu spotkań on-line będzie korzystać dużo, dużo więcej klubowiczów.
    Chcę podzielić się moją refleksją, która nasuwa mi się po środowym spotkaniu.
    W Marketingu Sieciowym pracuję ponad 10 lat.
    Do pierwszego miliona jeszcze trochę, ale tak naprawdę to nie o to chodzi.
    Z mojego życia wzięte: Moja mama 89lat z nowotworem po sześciu chemiach, tata 86 lat po udarze, potrzebują mojej stałej opieki (nawet w nocy). Oboje z mężem jesteśmy na emeryturze, fakt długoletniej współpracy z CV i uzyskania poziomu menedżerskiego, a co za tym idzie odpowiednich prowizji każdego miesiąca – pozwala nam spokojnie żyć, zajmować się rodzicami i pracować.

    Tylko system MLM kiedy traktujemy go poważnie (jak samochód a nie koło zapasowe) daje możliwości uzyskania niezależności finansowej i życia na poziomie jaki sobie sami wyznaczymy. Róbmy swoje, wykorzystujmy to co przyniesie nam życie lub proponują nam życzliwi ludzie. Trudne chwile nie trwają wiecznie, to jest czas doświadczeń, potrzeba tylko wytrwałości i cierpliwości.

    Dorotko! życzę Ci wielu klubowiczów, którzy osiągną sukces z CV i BĄDŹ WIELKA.

    Pozdrawiam, Wiesia.

    • Wiesiu,
      Staram się. :)
      Twoja historia jest jedną z wielu pokazujących, że warto.
      Oby było takich więcej!
      Najpiękniej pozdrawiam i do usłyszenia na kolejnym spotkaniu!

  5. Żałuję, że nie mogłem uczestniczyć w webinarze ;( Słyszałem, że było warto być, ale u mnie siła wyższa spowodowała, że ominęło mnie kolejne fantastyczne szkolenie. Tym bardziej, że lubię słuchać historii ludzi sukcesu, którzy dochodzili do wielkiego sukcesu od samego początku.

    Jeśli będą z tego spotkania jakieś notatki to bardzo bym prosił o przesłanie. Każda informacja ma swoją wartość ;)

    Podoba mi się wpis tym bardziej iż pokazuje same fakty !

    Pozdrawiam,
    Tobiasz

    • Tobiasz, mam nadzieję, że na każdym prowadzonym przeze mnie webinarze /ależ jestem nieskromna!/ warto być!
      Jeśli fama głosi, że było ciekawie, jest mi niezmiernie miło. Serdeczności

  6. Podpisuje się pod słowami Jadzi, zwyczajna to Ty nie jesteś…powiedziałabym „zwyczajna niezwyczajna”.:))
    Inspiracją jesteś niewątpliwie!!!
    Piszesz, że nie jesteśmy w branży mlm-owej takie ostatnie.
    Biorąc pod uwagę liczbę kobiet na szczecińskich szkoleniach śmiem twierdzić, że jesteśmy górą.
    Przypomnę tylko, że na ostatnim spotkaniu (oprócz oczywiście Darka) były same kobiety. :)

    • Kama,
      dziękuję za tę zwyczajną niezwyczajność. :)
      Że my, kobiety jesteśmy w przewadze ilościowej, wiadomo.
      Chodziło mi o skalę sukcesów. W przypadku facetów, są one bardziej spektakularne.
      Nic to jednak. Jak się sprężymy … :)

  7. Droga Doroto!

    TAKA ZWYCZAJNA to TY NIE JESTEŚ !

    I tak myślę, że do powyższego dalsze słowa są zbędne.

    Pozdrawiam Jadzia

    • Jadziu, takie słowa wypowiedziane czy napisane przez Ciebie mają dla mnie znaczenie szczególne.
      Znasz mnie już całe wieki. Skoro tak twierdzisz po tylu latach znajomości… Dziękuję.

Dodaj komentarz