Ten, kto ma sukcesy w budowaniu sieci, wie dlaczego i po co to robi. Jego, o słuszności podjętej decyzji, przekonywać nie trzeba. Natomiast każdemu, kto stawia swoje pierwsze kroki w działaniach opartych o współpracę z jakąkolwiek firmą MLM bądź właśnie zastanawia się czy powinien zacząć, polecam obejrzenie dwóch filmów.

„W chmurach” i „Chciwość” to obrazy bardzo aktualne. Można by, rzecz jasna, mówić o nich w różnych kontekstach. Recenzje zwracają uwagę na zupełnie inne aspekty niż ten, który tak bardzo mnie poruszył. A że uważam, iż jest istotny, szczególnie w odniesieniu do biznesu MLM, postanowiłam podzielić się z Tobą moimi spostrzeżeniami.

Otóż, w jednym i drugim, pokazane jest jak obecnie zwalnia się ludzi z zajmowanych przez nich posad.
Właściwie normą jest to, że osoby, na które padło tym razem, w ogóle nie spodziewają się takiego obrotu sprawy. W to, czym się na swoich stanowiskach zajmują, są autentycznie zaangażowane. Firmie, dla której pracują, poświęcili dużą część swojego życia. Mają stosowne kwalifikacje, są oddane i lojalne. W momencie kiedy snują plany, podejmują ważne życiowe decyzje, dowiadują się, że właśnie zapadł „wyrok”, którego już nie można odwołać.

To oczywiście żadna nowość.
Niemal każdy z nas, osobiście bądź przynajmniej z opowiadań bliskich zna kogoś, kto któregoś dnia znalazł się w podobnej sytuacji. Dla mnie najbardziej szokujący był jednak nie fakt „wyrzucania na bruk”, a sposób w jaki się to robi. Do tej pory nie miałam pojęcia, że są firmy, których głównym profilem działalności jest …zwalnianie. Teraz rynek potrzebuje przedsiębiorstw, w których zatrudnia się i uczy pracowników jak zwalniać innych ludzi!

Reakcje osób właśnie dowiadujących się, że za chwilę muszą opuścić swoje miejsce pracy, z którego dochód zapewniał utrzymanie im i członkom ich rodzin, są różne. (W filmie „W chmurach” jedna z kobiet zapowiada, że popełni samobójstwo i tak też robi.) Dlatego w takiej rozmowie nie uczestniczy żaden zwierzchnik zwalnianego. „Bardziej higienicznie” jest jeśli robi to zupełnie obcy człowiek widzący po raz pierwszy tego, którego zwalnia. Nie łączą go z nim absolutnie żadne relacje ani więzy i w rzeczywistości jest on jednym z setek a może nawet tysięcy tych, którym trzeba będzie powtórzyć to samo. Najczęściej dla wypełnienia zadania taki „specjalista” przyjechał z daleka, więc prawdopodobieństwo ponownego zobaczenia osoby, której obwieścił treść „wyroku”, jest niewielkie.

Na spotkaniu, które prowadziłam dla jednej z grup w miniony wtorek, podzieliłam się wrażeniami na temat swoich odczuć w związku z obejrzanymi ostatnio filmami. Zaznaczyłam, że nie mam pojęcia czy takie zjawisko dotarło już do Polski.
Ku własnemu zaskoczeniu, usłyszałam, że tak. Że pracę w tego typu instytucjach znajdują przede wszystkim psychologowie. Była też mowa o prawnikach.

Zarówno po zakończeniu jednego, jak i drugiego filmu, pierwsza myśl była identyczna: Dobrze, że jest jeszcze MLM! Tu na szczęście nikt nikogo nie zwalnia.

Z życzeniami poczucia bezpieczeństwa wynikającego
z (jak zwykł mawiać Maciej Maciejewski) prowizji wysokich jak Giewont! :)
Dorota A. Madejska
PS

W firmach rzeczywiście funkcjonujących w systemie MLM (a nie udających, że są takimi) jedyną sytuacją, w której trzeba liczyć się z ryzykiem utraty numeru członkowskiego (pod warunkiem, że filma jest sprawdzona i stabilna) są działania (jakkolwiek pojmowane) nieetyczne. Jeśli ktoś poczyna sobie wbrew regulaminowi, coś takiego rzeczywiście może się zdarzyć.
Nie dzieje się to jednak z dnia na dzień i jest poprzedzone jakimiś wyrażnymi sygnałami.


Wpisów 13 dla “Dobrze, że jest MLM!”

  1. Dla mnie super temat;-) Niedługo wracam do pracy, bo muszę i trzyma mnie ta myśl – DOBRZE,ŻE JEST MLM. Nie tak dawno usiadłam przed komputerem i przeglądałam oferty pracy na etacie w internecie. Jakie trzeba mieć kwalifikacje, najlepiej studia, 2 języki obce i do tego zdjęcie. Tu nikt się nie pyta, ile masz lat, skąd pochodzisz, jakie masz wykształcenie, jak wyglądasz.

    Dobrze, że mam pracę , bo chyba bym nie przeszła żadnego etapu, bo doświadczenie raczej nie gra roli, ale co chwilę sobie powtarzam, DOBRZE,ŻE JEST MLM ;-)

  2. Andrzej Drozd :

    W 2009 roku w jednej z największych firm w Rzeszowie miałem „przyjemność” zaobserwować zjawisko które Pani opisuje. W ciągu kilku miesięcy zwolniono ponad 500 osób i nikt z tych osób do końca nie wiedział, że padnie akurat na niego, z resztą tego nikt nie wiedział kto będzie tym „szczęśliwcem”. Małego tego te osoby w dniu zwolnienia jeszcze pracowały, aż tu nagle przychodził przełożony który zabierał pracownika do głównego kierownika który wręczał wypowiedzenia, pracownik miał chwilę na spakowanie rzeczy i do widzenia. Po prostu masakra, zmroziło mnie to wtedy, z resztą to delikatnie powiedziane. Osoby które zostawiły w firmie tyle zdrowia, przepracowały wiele lat zostały potraktowane jak przedmioty. Dla mnie to była cenna nauka i mogę powiedzieć tak jak w tytule wpisu dobrze, że jest MLM, który jest alternatywą dla bezdusznego etatu gdzie człowiek jest tak naprawdę niewolnikiem.

    Pozdrawiam Panią serdecznie.

    Ps. piszę Pani świetnego bloga, jestem fanem:)

    • „Przyjemność”, o której Pan pisze, rzeczywiście musiała być wątpliwa. Jedna z osób uczestniczących we wspomnianym spotkaniu opowiadała bardzo aktualną historię (zdaje się, że z grudnia).
      W jednej z fabryk koncernu, który od lat jest w Polsce, któregoś dnia ludzie przyszli na drugą zmianę i okazało się, że cały ogromny dział czy jak tam to nazwać, został zamknięty, a pracy nie ma i nie będzie. Przyznam, że aż przykro tego słuchać a podobnych doniesień jest w ostatnim czasie naprawdę dużo. I znów ciśnie się na usta: Dobrze, że jest MLM!
      Dziękuję za podzielenie się tym doświadczeniem, a za PS w szczególności. :)

  3. Witaj Dorotko,

    Twój dzisiejszy wpis robi duże wrażenie!

    Myślę , że jest to oznaka zmian, ktorych jesteśmy świadkami.
    Świat z ery informacji przeobraża sie w erę transformacji.
    Ważne jest, żebyśmy stali się uczestnikami tych zmian, a nie ich ofiarami.
    Czyli, zamiast czekać z niepokojem na zmienny przebieg wydarzeń, samemu stać się tym, co te wydarzenia zmienia.
    A więc na przyklad, tak jak sugerujesz: zainteresować sie jakimś MLM i próbować stawać się osobą niezależnż.

    pozdr,

    Violetta

    • Violu, miło, że wpadłaś. :)

      Kilka dni temu mieliśmy 23 rocznicę ślubu.
      Oczywiście pojawiły się wspomnienia. Zastanawialiśmy się jacy byliśmy wtedy, kiedy wyruszyliśmy we wspólną drogę.
      Co z wnioskami? Zmieniło się tak wiele, że nie mogliśmy nawet przypuszczać co się wydarzy, jak wiele trzeba będzie wprowadzić korekt, jak wielu nowych rzeczy się nauczyć.
      Czy było łatwo? Nie. Najważniejsza jest jednak świadomość tego, czego się od życia oczekuje i bieżące korygowanie, jeśli okazuje się, że nie tak to sobie wyobrażaliśmy.
      To wymaga i determinacji i pewnie odwagi. Ale jak to mawiają mądrzy ludzie „każdy jest kowalem własnego losu” i musi zdecydować jak chce żyć.
      Później pozostaje już tylko upór i konsekwencja.
      Pozdrawiam Cię najpiękniej i zapraszam na jakieś pogaduchy przy kominie. Mieszkamy tak blisko. :)

      • Dziekuje bardzo, Dorotko.

        Czytam właśnie świetną mała książeczkę amerykańskiego biliardera Jon’a M. Huntsmana.
        Uwaza on,ze cechami prawdziwego zwyciezcy sa : uczciwosc i odwaga.Cokolwiek by sie dzialo.

        Masz te cechy, o czym mozna sie przekonac chocby nawet patrzac na rezultaty jakie osiagasz!
        To wspaniale!

        pozdrawiam,
        Violetta

  4. Partnerom, którzy już działają w MLM wiele spraw wydaje się oczywistych.
    Osoby, którym proponujemy biznes, często mają bardzo mętne pojęcie o samej istocie MLM, lub też ich opinia wynika z poprzednich doświadczeń, nie zawsze pozytywnych.
    Jedno jest pewne, w marketingu sieciowym ( najprawdopodobniej) nikt nikogo nie zwolni.Myślę, że znacznie więcej osób zainteresowało by się i zaangażowało w tę formę działalności, gdyby uwierzyli, że tutaj można zarabiać normalne pieniądze.

    • Z tą oczywistością w naszym biznesie jest jak w każdej innej profesji. Jeśli się robi i robi dobrze, to po prostu się wie. :) Co do mętnego pojęcia, mam wrażenie, że już wiele się zmieniło, bo i jest coraz więcej pozytywnych przykładów. Wspaniałe jest to, że swoich sił w budowaniu sieci próbują ludzie młodzi.
      Właściwie oni nie próbują a po prostu robią. A skoro robią, osiągają naprawdę ogromne sukcesy.
      Myślę, że w tym względzie należy pochylić czoła przez tym co od lat robi Maciej (Maciejewski rzecz jasna).
      Jeśli chodzi o nie zawsze pozytywne doświadczenia, to w tym względzie jestem jedną z osób,
      które mogłyby sporządzić na ten temat solidne opracowanie. Podejrzewam, że materiału wystarczyłoby i na książkę. Nie piszę o tym po to, żeby rozdrapywać stare rany. One dawno się zabliźniły, a dzięki uporowi i determinacji wzbiliśmy się daleko wyżej, niż byliśmy wówczas.
      Powód jest inny. Mój nadsponsor w pierwszym biznesie MLM, po którego działalności pozostały zgliszcza
      (ludzie potracili domy, tradycyjne biznesy, dochodziło do rozpadu małżeństw) właśnie (po dziewiętnastu latach) ujawnił się po raz kolejny. Teraz już na innym polu. Tym razem przy pomocy Bogu ducha winnych (niestety naiwnych jak my wtedy) ludzi wyprowadza potężne pieniądze z banku.
      Z jednego mu się udało. Bankowcy poszli na bruk, a naciągnięci ludzie pozostają z kredytami, których nie mają czym spłacać. (Są w internecie fora, na których poszkodowani o tym rozmawiają, podobno niedawno, temu co wyczynia, poświęcony był program „Uwaga”). Jest już doniesienie o jednym samobójstwie. Wszystko robione jest w tzw. „białych rękawiczkach” i na tyle precyzyjnie, że właściwie stróże prawa nie mogą mu postawić konkretnych zarzutów. Teraz przeniósł się w inny rejon kraju.
      Czy tam uda mu się to powtórzyć? Dziwić może fakt, że w dobie Internetu to jeszcze możliwe, a jednak.
      Piszę o tym, żeby przestrzec przed niejakim JN i jego ludźmi, ale i w odpowiedzi na te nie zawsze pozytywne doświadczenia, o których Pani wspomina. Jeśli na swojej drodze spotkamy osoby, które za sprawą takich pseudosponsorów przeżyły co przeżyły, warto pozwolić im się wypowiedzieć, a nie w jakikolwiek sposób to kwestionować. Bez względu na to, co nas spotkało wiele lat temu, zrozumieliśmy jak działa plan marketingowy. Dotarło do nas, że jest to bardzo sensowna alternatywa dla tradycyjnie pojmowanej pracy zawodowej. Pewnie po takich przeżyciach wiele osób nie chciałoby słyszeć o biznesie MLM.
      Myśmy podjęli wyzwanie po raz kolejny, ale na normalnych a nie nienormalnych warunkach
      i to była jedna z lepszych życiowych decyzji. Tak więc jeśli człowiek wie czego chce od życia, warto wznieść się ponad przykre doświadczenia i rozważyć czy mimo wszystko ta wyboista, kręta i najczęściej prowadząca pod górę droga nie jest właśnie tym, co może nas doprowadzić do naszego celu.
      A co do wiary…
      Często powtarzam swoim ludziom, że bez względu na to ile powodów wymyślą ci, którzy robić tego nie chcą,
      tak naprawdę są dwa i tylko dwa. Pierwszy: nie wierzą w sam biznes (a nie wierzą bo nie rozumieją).
      Drugi: jeśli już zrozumieją, a dzięki temu uwierzą w funkcjonowanie systemu MLM, nie wierzą, że to zadziała dla nich. Myślę, że jakby na MLM nie patrzeć, nie jest on dla wszystkich. Dlatego my, czyli ci co rozumieją biznes i wierzą w siebie, powinniśmy pozwolić im wybierać. Ci, którzy nie widzą tu rozwiązania swoich problemów, niech pozostaną naszymi klientami.
      Wtedy i wilk będzie syty i owca cała. :)
      Dziękuję pięknie za wpis i serdeczności łączę

  5. W tym temacie dodam trzeci film z ubiegłego roku z doskonałymi kreacjami Julii Roberts i Toma Hanks’a: „Larry Crowne. Uśmiech losu”. Przy okazji doskonała zabawa gwarantowana.

    • Chętnie obejrzę.
      Domyślam się, że w tym filmie zwolnienie z posady pokazane jest w kontekście
      „Najpiękniejsze prezenty od losu dostaje się opakowane w problem.” :)
      Dla tych, którzy potrafią to zauważyć, rzeczywiście utrata pracy może być wybawieniem i początkiem nowego życia.
      A to bytowanie lepszej jakości można zyskać m.in. za sprawą determinacji w budowie sieci.
      Pozdrawiam

      • Po prostu wypożycz film w wypożyczalni video i zobacz. Zapewniam Cię i wszystkich, że to nie będzie zmarnowane 2 godziny, tym bardziej, że dwie główne role obstawiły absolutne gwiazdy światowego kina.

Dodaj komentarz do