Skoro obiecałam, słowa dotrzymuję i powoli odkrywam powody zbyt długiego mojego tu nie bycia. :) Inicjując tę stronę, napisałam, że MLM to Kopalnia Możliwości. W październiku, podczas obchodów urodzin mojego partnera biznesowego (CaliVita®) również nawiązałam do tego niezwykłego źródła skarbów nieprzebranych. Wtedy ze sceny, obok innych, padły słowa mniej więcej takie:

„Dawno temu, miałam marzenie.
O …pisaniu.
Nie poezji i nie do szuflady.
To miało być coś użytecznego, potrzebnego ludziom.
Wątpię, żebym miała szansę zrealizować to, zostając w swoim zawodzie.
Tu, znalazłam godne uwagi tematy i tych, którzy pisanie dla nich niemal na mnie wymusili.
Dzięki tej działalności, zdobyłam najpierwszych, wspaniałych, jakże wdzięcznych Czytelników.”

A skoro tak, trzeba było zakasać rękawy i spełnić zarówno swoje, jak i ich oczekiwania.
Kiedy pisane od 2006 r. artykuły składałam w pierwszą książkę, nie sądziłam, że dokładnie dwa lata po przyjściu na świat „pierworodnego dziecka”, urodzi się kolejne. To właśnie starania o tego drugiego „potomka” sprawiły, że nie było mnie tu tak długo.

Pierwsze strony popełniłam na przełomie lipca i sierpnia, końcowe przypadły na połowę listopada.
Dwa ostatnie tygodnie (16 godzin każdego dnia, bez żadnych przerw) przeznaczone na uzupełnianie, korygowanie i szlifowanie tekstu, pokazały, że można wymagać od siebie znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Wprawdzie kłopot z siedzeniem był już na tyle duży, że rozważałam pisanie na stojąco :), ale i to dało się jakoś pokonać. Czego to człowiek nie zrobi dla realizacji tego, na czym mu naprawdę zależy! Emocji, które towarzyszyły tworzeniu tego poradnika na pewno długo nie zapomnę. A już z pewnością pozostanie w pamięci ostatni dzień i ostatnie wysłane strony. Tym razem wszystko, od początku do końca, przebiegało zupełnie inaczej. Dodatkowym, niezwykle cennym doświadczeniem była współpraca. Całe przedsięwzięcie powstawało w genialnie uzupełniającym się tandemie, duecie, czy jak kto woli, na cztery ręce.

A co do ostatniej strony, która akurat znajdzie się na początku…
Była ostatnią, ponieważ została napisana przez osoby, które jako pierwsze i do tej pory (poza pracującymi przy samym wydaniu) jedyne, przeczytały tekst od deski do deski. Nieśmiało (ale na zasadzie: Raz kozie śmierć!) poprosiłam o recenzję małżeństwo psychologów, które dawno temu stanęło na mojej nowej (choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam) zawodowej drodze. Sam fakt zakończenia i treść (otwieranej z duszą, sercem i czym się dało, na ramieniu) „laurki” sprawiły, że łzy wielkie jak grochy lały się strumieniem tak obfitym, iż nijak nie można było ich zatamować. :) Płakałam jak bóbr!
Mam nadzieję, że efekt okaże się wart i włożonego wysiłku i tych łez. :)

PS

1.

Choć spodziewałam się, że (zgodnie z tym, co stoi w umowie) druga publikacja trafi na półki księgarskie między kwietniem a majem, stanie się inaczej. Wczoraj jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że dzięki „wyjątkowemu splotowi szczęśliwych okoliczności” jest już w druku a to oznacza, że pierwsi Czytelnicy, rady w niej zawarte, będą mogli zacząć wprowadzać w życie już w drugiej połowie lutego.

2.

W chwaleniu się to ja za dobra nie jestem, ale Polekturowe refleksje najpierwszych recenzentów, postanowiłam, na niespełna miesiąc przed ukazaniem się książki, ujawnić.

„Jeżeli…

– jesteś po kilku próbach odchudzania i masz serdecznie dość walki ze sobą,
– chcesz się odchudzać, ale ciągła kontrola i wyrzeczenia, to ostatnia rzecz, której pragniesz,
– nie zniesiesz już traktowania jedzenia jak grzechu, po którym czujesz, że najlepsze co możesz zrobić, to z poczuciem winy, chodzić na kolanach wokół stołu…..
– lubisz siebie lub chcesz polubić, zrobić coś dla swojego zdrowia, dobrego samopoczucia i wyglądu…..

przeczytaj tę książkę.

My, przeczytaliśmy ją jednym tchem. Jednak wiemy, że będziemy do niej wracać i tych „tchów” będzie dużo więcej. Przeczytaliśmy ją z ciekawością, ponieważ jest napisana lekko, ze swadą, z pełną przykładów i metafor, narracją. I daje nadzieję. Po raz pierwszy, ja (Jerzy), rasowy smakosz, łowca specjałów, nieumiarkowany „dokładkowicz”, znalazłem odpowiedź, jak nie rezygnując z przyjemności smakowania, umacniać nią somę, psyche i serce.
To książka nie tylko o odchudzaniu. Tak naprawdę to książka o stosunku do siebie. To propozycja konkretnych działań, które również poprzez sposób w jaki jemy i to co jemy, pozwolą nam jeszcze bardziej akceptować i pokochać siebie.
Dotąd traktowaliśmy ciało jako narzędzie, które miało jedynie nam służyć. Nam, czyli komu? Łatwo zapomnieliśmy, że ciało to też my, że jeśli nie zadbamy, nie zatroszczymy się o nie z aprobatą i miłością, nie będzie nas.
To książka napisana z pasją, znawstwem i szacunkiem do czytelników. Autorki traktują nas jak ludzi odpowiedzialnych za siebie, których nie trzeba pouczać, z wysokości autorytetu nakazywać zmianę i zdrowe odżywanie. One jedynie dostarczają nam informacji, przykładów i wyjaśnień. Dyskretnie, bez moralizatorstwa i nachalności dzielą się doświadczeniami, cały czas decyzję o tym, jak żyć, pozostawiając w naszych rękach. Nie proponują rewolucji. Nie namawiają do walki ze sobą. Barwnie i zrozumiale pokazują, z jak wielu cegiełek możemy budować dobre samopoczucie. Wszystkie te elementy mamy na wyciągnięcie ręki, tętniące w naszym ciele. Często nie korzystamy z nich, bo nie wiemy, że tak można, lub wydaje nam się, że to bardzo skomplikowane. Otrzymując wyjaśnienie, dziwimy się, że to takie proste.
Obok solidnej porcji wiedzy o odżywianiu i dbaniu o siebie, jest w tej książce dużo akceptacji dla nas, dużo życzliwego, pobudzającego humoru. Ten humor sprawia, że czyta się ją z zainteresowaniem, bez zająknięcia, wchłaniając inspiracje o żywieniu jak opowiadanie, którego treści i dalszego ciągu jesteśmy ciekawi. Tym dalszym ciągiem jest nasze życie, efekty, jakich doświadczamy, jedząc zgodnie z rytmem krwi, zgodnie z głównym nurtem naszego ciała. Ten ciąg dalszy piszmy już sami.
Wyczytaliśmy też dobre i mądre przesłanie, że to, jak i co jemy, jak traktujemy swoje ciało, jak myślimy o sobie, jest częścią wpływu jaki mamy na swoje życie. Na jego długość, jakość i szczęście. Zdrowie i moc w tych sferach zależy od nas. Każdy kęs może być aktem integracji, mądrości, myślenia, uzdrawiania i miłości do siebie.
Za to pełne nadziei przesłanie bardzo dziękujemy.”

Anna i Jerzy Pocicowie
Akademia ”Sokrates”, Kraków

31 stycznia 2013
Tym razem wszystko dzieje się tak szybko, że przyprawia o zawrót głowy. I choć trudno w to uwierzyć książka trafiła już do przedsprzedaży:

http://sensus.pl/ksiazki/schudnij-w-zgodzie-ze-swoja-grupa-krwi-bozena-biernot-dorota-augustyniak-madejska,schudn.htm


Wpisów 10 dla “Płakałam jak bóbr”

  1. Bardzo serdecznie gratuluję Pani Doroto, z pewnością ta książką będzie bardzo użyteczna dla wielu osób i myślę, że ja również po nią sięgnę gdyż tematy zdrowotne są mi bardzo bliskie.

    Pozdrawiam.

    • Panie Andrzeju,

      Za gratulacje najpiękniej dziękuję. Im bliżej, z tym większym niepokojem myślę o tym jak efekt naszej pracy zostanie przyjęty. Mimo że to książka o odchudzaniu, włożyłyśmy w nią mnóstwo dobrych emocji i po sporym kawałku serca. Mam nadzieję, że to da się wyczytać „między wierszami.”

  2. Wiedza, akceptacja, klucz do harmonii- zapowiada się rewelacyjnie. Jakiś czas temu a było to w listopadzie- zażartowałam, że już ustawiam się w księgarnianej kolejce po „nowe dziecko” Doroty Augustyniak-Madejskiej. Moja dwunastoletnia córka prosiła mnie żebym pojechała do Pani Dorotki chociaż po jakieś notatki z tej książki bo ona nie może sie doczekać premiery. Muszę przyznać, że z dziecięcą niecierpliwością i ja czekam kiedy będę mogła ją przeczytać. Bardzo serdecznie gratuluję autorkom i ogromnie się cieszę, że książka ukaże się wkrótce. Z serdecznymi pozdrowieniami, Iza.

    • Dzieci w księgarniach sprzedają? :):)
      Ja też cieszę się, że to już niebawem. Tym bardziej, że przyjdzie na świat mocno przed terminem. :) Kiedy dzieci rodzą się za wcześnie, to niedobrze, ale książce w rozwoju to nie powinno przeszkodzić. Twoja córcia oczywiście nie będzie się odchudzać? Rozumiem, że po prostu zależy jej na zdrowym odżywianiu? Uściskaj ją ode mnie.

  3. Tytuł wpisu jest uroczy. Pierwszy raz widzę okładkę. :) Już wszyscy nie możemy się doczekać. Lekko zazdroszczę. :)

    • O tym, jaka będzie okładka wiemy już z Bożenką od pewnego czasu. A nie mówiłam (tzn. pisałam), że z chwaleniem się u mnie kiepsko? :)
      A ta niby lekka zazdrość, to cóż za zjawisko? Nie uwierzę! :)

  4. Witam Pani Doroto.
    Gratuluje ukończenia pisania książki. Zaliczam się do grona klubowiczów, którzy nie mogą doczekać się ażeby zakupić tę książkę. Myślę że zawarte w niej informacje pomogą nam zachować zdrowie, bezpiecznie schudnąć a co najważniejsze pomóc znajomym w zadbaniu o swoją sylwetkę a jak zobaczą efekty to na pewno powiększą grono klubowiczów Calivita. Poruszyła Pani temat bardzo ważny jakim jest otyłość. Wydano już wiele książek o odchudzaniu więc stwierdzam, że jest Pani odważną osobą podejmując ten ryzykowny temat gdzie niektórzy powiedzą „co tu można jeszcze więcej o tym napisać”? Myślę że zmienią zdanie jak przeczytają Pani książkę. Mam nadzieje, że książka sama się obroni. Pani wiedzę można zakwalifikować do wiedzy najlepszych lekarzy, którzy umieją zapobiegać chorobie. Ta grupa lekarzy jest znikoma bo niestety służba zdrowia funduje nam lekarzy średnich co potrafią nas wyleczyć (wyjątki) oraz takich, którzy nas tylko cały czas leczą i końca nie widać.

    Pozdrawiam Robert

    • Panie Robercie,

      Za gratulacje dziękuję. Mam nadzieję, że książka spełni oczekiwania zarówno Pana, jak i Pańskich znajomych. Może nie tyle w niej mowa o otyłości, co nadwadze. Nie „leczymy” w niej osób otyłych, bo w takim przypadku w grę wchodzi już właśnie leczenie. Książkę adresujemy do tych, które chcą o siebie dbać stale a nie po pozbyciu się kilku kilogramów, wrócić do nawyków, które nadwagę spowodowały. Żyjemy w dość specyficznych pod pewnymi względami czasach, więc o zachowanie zdrowia powinniśmy dbać w szczególności. Kluczem do tego jest profilaktyka. Do tego z kolei potrzebna jest spora świadomość. Czy ją zdobędziemy, zależy już od nas. Najpiękniej pozdrawiam

  5. Dzień Dobry Pani Dorotko,
    Gratuluję systematyczności i konsekwencji w działaniu.
    Czekam z niecierpliwością kiedy książka pojawi się na półkach empiku. Z tego co Pani pisze to już niebawem. Super !!!
    Znając Pani styl, który poznałem podczas czytania Niecodzienników i pierwszej książki Zdrowie masz we krwi, zapowiada się ciekawa lektura. Tym bardziej, że przydałoby się zrzucić kilka kilogramów.
    Ciekawy jestem również przepisów , które przygotowała współautorka.
    Po przeczytani recenzji nie mam wątpliwości, że będzie to prawdziwy hit na polskim rynku wydawniczym.
    Jeszcze raz gratuluję
    Wierny czytelnik Zygmunt

    • Panie Zygmuncie,

      Bardzo dziękuję. Cenię sobie Pańską lojalność i życzliwość. Mam nadzieję, że efekt naszej pracy okaże się bardzo przydatny. Przysporzy nie tylko pożądanego wyglądu, ale i zdrowia.

Dodaj komentarz do