Już po raz drugi, pierwszego dnia roku, urządziliśmy sobie swego rodzaju maraton filmowy. Pomiędzy tym, co zdecydowaliśmy się obejrzeć, znalazły się „Listy do Julii”.

Młoda Amerykanka przyjeżdża do włoskiej Verony czyli miasta słynnych kochanków, Romea i Julii. Tu, zupełnie niespodziewanie przyłącza się do grupy kobiet odpisujących na (kierowane do szekspirowskiej bohaterki) prośby o miłosne porady. Jeden z listów, na który decyduje się odpowiedzieć, pochodzi sprzed pięćdziesięciu lat. Odpowiedź „Julii” docierająca do jego (żyjącej w Anglii) autorki po upływie pół wieku, inspiruje ją do odbycia podróży w poszukiwaniu dawno zaginionej miłości. Ta decyzja, jak to w pięknych filmach bywa, jest początkiem znajdującego szczęśliwy finał ciągu niespodziewanych zdarzeń.

Jak widać z krótkiego opisu, to opowieść o nie gasnącym całe życie wielkim uczuciu.
Przypuszczam, że domyślasz się, iż nie o nim jednak w tym miejscu chcę mówić.

Od wielu już lat szukam inspiracji w każdym filmie, w każdej książce i w każdej, nawet z pozoru najzwyklejszej rozmowie. Z takim nastawieniem zasiadłam też do „Listów do Julii”.
Przeczuwałam, że padną tu jakieś ważne słowa. I nie myliłam się.

Podczas uroczystości mającej miejsce po zaślubinach ludzi mocno już po sześćdziesiątce, którzy zakochali się w sobie mając lat naście, słyszymy ważną kwestię. Przytacza je świeżo upieczona „pani młoda”. A pochodzą one z listu, który dwa miesiące wcześniej otrzymała w odpowiedzi na ten zostawiony pół wieku temu w domu Julii Capuletti. Jak już wiemy, wyszedł on spod pióra chwilowo przebywającej w Veronie młodziutkiej Amerykanki, która pisze:

„Droga Claire,

Te dwa kompletnie neutralne słowa, będąc w parze,
mogą dręczyć nas do końca życia.
A gdyby…
A gdyby…
A gdyby…

Nie wiem jak zakończyła się Twoja historia,
ale jeśli to, co wtedy czułaś, było prawdziwą miłością,
to nigdy nie jest za późno.

/Prawdziwa miłość nigdy nie przemija.
Potrzebuje jedynie odwagi, by pójść za głosem serca.

Nie wiem jak to jest kochać jak Julia,
tak, by zostawić najbliższych,
tak, by przebyć szmat drogi,
ale chcę wierzyć, że gdy pokocham,
będę miała odwagę uchwycić to uczucie./

Claire, jeśli wtedy przegapiłaś,
to teraz możesz to zmienić.”

Przyznam, że na mnie te słowa wywarły duże wrażenie. I wcale nie w kontekście miłości.
Po prostu pomyślałam o tym, co robię od lat i o ludziach, którym na podjęcie podobnej decyzji zwyczajnie zabrakło odwagi, no i wyobraźni.

W mojej historii pisałam o tym, że pierwsze doświadczenia z marketingiem sieciowym zakończyły się dla nas finansową klęską. Ponieważ trafiliśmy na nieuczciwych ludzi, finał był jaki był. Najważniejsze jednak (jak widzimy z perspektywy lat) było to, że mimo porażki, po której długo przyszło nam się podnosić, zrozumieliśmy na czym polega idea budowy sieci. Straty, które ponieśliśmy wtedy, w następnym przedsięwzięciu odrobiliśmy już po wielekroć, a nowy dochód generuje się każdego kolejnego miesiąca.

Nie mam pojęcia czy gdybyśmy nie podjęli tego wyzwania (które zmieniło niemal wszystko), dwa kompletnie neutralne słowa, będąc w parze, dręczyłyby do końca życia, ale jestem przekonana, że na pewno długo nie dawałyby spokoju. Zwłaszcza teraz, kiedy w ostatnich latach dla Marketingu Sieciowego w naszym kraju wydarzyło się naprawdę dużo, dzięki czemu ten rodzaj aktywności wraca do należnych mu łask, na nowo nabiera rozpędu i rozkwita.

A jak jest z Tobą?
Czy dana Ci szansa została należycie wykorzystana?
Chyba nie chcesz, żeby…

te dwa kompletnie neutralne słowa, będąc w parze,
dręczyły Cię do końca życia?
A gdyby…
A GDY-BY…

Jeśli możesz sobie pogratulować, to wspaniale. Cieszę się razem z Tobą.
Jeśli na jakimś etapie zabrakło odwagi, to tak jak napisała autorka listu wysłanego z Verony
Nigdy nie jest za późno
i
teraz możesz to zmienić.

Zmienić chociażby po to, żeby dwa kompletnie neutralne słowa, będąc w parze, nie miały szansy dręczyć Cię przez wiele lat swoim szczególnym, złowrogim brzmieniem
A GDY-BY …

Już noworocznie, pozdrawiam

PS

W ubiegłym roku, owocem naszego maratonu filmowego odbytego w Nowy Rok był artykuł
http://www.dorotamadejska.pl/impresje/skop-tylek-swiatu/

A inny obraz zainspirował mnie do napisania tekstu:
http://www.dorotamadejska.pl/o-marzeniach/o-pesymizmie-i-marzeniach/


Wpisów 11 dla “A gdyby…”

  1. Ten artykuł dał mi dużo do myślenia. Do tej pory szybko się zniechęcałam jak mi coś nie wyszło i zanim podjęłam kolejną próbę to musiałam odczekać trochę czasu. Muszę zmienić podejście i jak coś nie wyjdzie to próbować jeszcze raz, nie bać się. Lepiej próbować mimo wszystko niż żałować, że się nie spróbowało i zadręczać się potem tym „a gdyby”.
    Dziękuję
    Marta

    • Pani Marto,

      Przede wszystkim ogromnie się cieszę, że zdecydowała się Pani na pierwszy w tym miejscu komentarz. :)
      Mówi się, że za sukces trzeba zapłacić.
      Jak najbardziej zgadzam się z tym, że ma on swoją cenę.
      Ale cena porażki jest dużo, dużo wyższa!
      Skoro i tak płacimy, to niech tym, co otrzymamy „w rozliczeniu” będzie życie pełniejsze, szczęśliwsze, bardziej satysfakcjonujące.
      A jeśli człowiek potrafi jeszcze cieszyć się samą drogą do sukcesu, tym, co go po drodze spotyka i rozwija, to korzyści są o wiele większe.
      Wiem z dobrych źródeł :), że jest Pani osobą szalenie ambitną, kreatywną, z pełną glową pomysłów.
      Proszę się więc już dłużej nie zastanawiać, tylko ruszać do boju, bo to biznes dla osób właśnie takich jak Pani. :)

  2. Dla mnie ważne są słowa – Nigdy nie jest za późno :-)
    Już kilka lat mija kiedy zetknęłam się po raz pierwszy z MLM, tylko zawsze jakoś tak nie napotkałam żyznej ziemi :-)

    NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO – podniosło mnie na duchu :-)

    Pozdrawiam
    Renata

  3. Dorotko,

    Wspomniałaś w tekście o ludziach, którym zabrakło wyobraźni i odwagi.Wyobraźni nigdy mi nie brakowało -odwagi- często.

    Kiedy nachodzą mnie myśli a może to bez sensu, a może to nie dla mnie, a czy dam radę….

    Wtedy otwieram laptopkia i pojawia się tekst, jak ten powyżej i już się nie boję, tylko zakasuję rękawy i do roboty:)

  4. A gdyby jakas Polka byla w Veronie…

  5. Nie jesteś odosobniona w ponoszeniu porażek i niepowodzeń. Mnie i wielu innych Liderów, których poznałam w MLM również spotykały niepowodzenia. Znam i ja smak nieuczciwych sponsorów, którym ufałem. Nie raz spotykały mnie poważne rozczarowania, których wcześniej nie przewidziałem i to z różnych kierunków.
    Ale zawsze przypominały mi się zajęcia z metalurgii (kiedyś miałem taki przedmiot) i nauczyciel, który opowiadał o tym, jak zmieniają się stopy żelaza pod wpływem hartowania. Mówił, że szybkie schładzanie utrzymywanego przez jakiś czas w wysokiej temperaturze stopu, prowadzi do zwiększenia jego wytrzymałości i twardości.
    Wypada mi zrobić mały zabieg retrospekcyjny i zastanowić się, czy po kilku takich gwałtownych „schłodzeniach” w MLM ta wytrzymałość się przydała? Oczywiście!!!
    Myślę, że w biznesie MLM „hartowanie” jest konieczne, bo na każdym kolejnym etapie tego biznesu są pułapki, które trzeba przejść, odbić je od siebie i kroczyć dalej w kierunku swoich marzeń.
    Film „Listy do Julii” oglądałem dwa razy i chętnie zobaczę jeszcze raz. Zapewniam, że warto!
    Z pozdrowieniami.
    Piotr

    • To, co wydarzyło się dawno temu, teraz nie ma już znaczenia.
      Ważniejsze jest, że te dwa kompletnie neutralne słowa, będąc w parze, nie będą mnie dręczyć do końca życia.
      Dużo przyjemniej jest z poczuciem, że nie muszę sobie powtarzać A GDYBY.
      A to zwiększanie wytrzymałości i twardości dzięki szybkiemu schładzaniu bardzo interesujące.
      Chłodzenia, a nawet błyskawicznego traktowania super niskimi temperaturami było po drodze trochę.
      To dlatego taka twarda ze mnie sztuka. :)

      Zastanawiam się tylko kiedy tej metalurgii się uczyłeś.
      Nie słyszałam nigdy o tym rozdziale Twojej edukacji?

Dodaj komentarz do